
To nasza pierwsza wycieczka objazdowa i najdroższe wakacje w ogóle, więc oczekiwania były bardzo duże. Triada wydawała się porządną i bogatą firmą (zalew reklam w massmediach). Wkrótce zaczęliśmy jednak odkrywać coraz więcej mankamentów w organizacji wycieczki i przykładów niekompetencji pracowników tego biurA, które opiszemy poniżej.
Maroko to niewątpliwie piękny kraj, jednak w poszczególnych miastach atrakcji nie jest zbyt dużo. Większość zabytków zniszczyły trzęsienia ziemi oraz wojny. Po pewnym czasie widoki zaczynają się powtarzać. Daje się zauważyć pewna monotonia, bramy, mury, czy wnętrza są do siebie bardzo podobne. Większość miejsca łączą wszechobecne śmieci. Mimo tego każde odwiedzane podczas objazdu miejsce wywoływało dreszczyk emocji, ale też niestety pozostawiało niedosyt, że można było zobaczyć więcej. W przewodnikach są opisy wielu ciekawych atrakcji, które Triada pomija w swoim programie. Pilotka tłumaczyła, że dostajemy czas wolny i można je wtedy zwiedzać, z tym że ten czas dostawaliśmy rzadko i zwykle podczas sjesty, gdzie wszystko jest zamknięte a upał największy. Nie zwiedziliśmy więc żadnego muzeum, ale za to ile sklepów!! Gdy w Fezie zapowiedziała "zwiedzanie" kolejnego sklepu w naszej grupie nastąpił nawet bunt... Generalnie jednak w każdym mieście zwiedza się najważniejsze atrakcje, a całkiem dobrze zrealizowany został Rabat i Marrakech. Jeśli ma się siły to warto wychodzić po zmroku na przechadzkę. Mury, meczety i inne atrakcje są nocą ładnie oświetlane.
Hotele na trasie objazdu są na zmianę *** i ****. Nieporozumieniem jest hotel w Rabacie położony przy samej ulicy. Nastapiło tam ogromne zamieszanie, ludzie mieli pokoje bez klimatyzacji a hałas z ulicy był ogromny. Jedna pani spała w holu w jej pokoju nie dało się wytrzymać. W innym hotelu były problemy ze śniadaniami, a gdzie indziej niektórym trafiały się pokoje o gorszym standardzie. Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca, bo powodowały niezdrową i nerwową atmosferę. My jednak na szczęście nie meliśmy żadnych problemów.
Szczegóły programu objazdu są zależne od pilotki, nam trafiła się starsza pani Barbara, która miała dużą wiedzę o Maroku i bardzo się starała, choć czasem jej nie wychodziło. W porównaniu jednak do 3 rezydentek w Agadirze za jej pracę należy ją pochwalić.
Po zobaczeniu kilku miast nadmorskich trudno zrozumieć dlaczego akurat Agadir jest głównym centrum turtystycznym Maroka. Mocno odradzam wyjazd na sam wypoczynek dwutygodniowy. Zanudzicie się tam na śmierć!! Jest pełno hoteli, ale turystów prawie nie widać. Deptak przy plaży jest okupywany przez miejscowych, nie ma w ogóle ładnych wybrzeży. Dlatego szczególnie podobała nam się
miejscowość Essouira, miasto surfingowców, artystów i hippisów i innych wywrotowców. Zupełnie inny klimat niż w Agadirze, dużo młodzieży, a mało gerontokracji, wspaniałe skaliste wybrzeże. Spędziliśmy tam "aż" niecałe 2 godziny z tego pól godziny w sklepie...

Radzę płacić za nie tylko wtedy, jeśli macie dużo gótówki. Sami wyjechaliśmy na 3 i poźniej brakowało już kasy. Wycieczki są bardzo kosztowne, poziom mizerny, a opisy kłamliwe. Z drugiej jednak strony zdjęcia z tych wycieczek to ok. 30% wszystkich moich zdjęc z Maroka i to tych ciekawszych.
Pierwsza to
"Mała Sahara". Polega na objeździe jeepami po okolicy Agadiru. Są ładne widoki, ale najwięce czasu spędza się na jeździe i jedzeniu. To co zrobiła u nas rezydentka (niska blondynka) wkurzyło nas maksymalnie. W jakimś beznadziejnym parku krajobrazowym w dolinie rzeki i w sklepie w ceramiką spędziliśmy w sumie blisko 2 godziny a w odludnym miejscu z przepięknymi wybrzeżem i skałkami, które po prostu zapierały dech w piersiach 5 minut!!! Gdy zapytałem czy jest to normalne dostałem odpowiedź że "nie było już czasu", ale na sklep do którego pojechaliśmy poźniej już czas był!!!!
Druga to
"Wieczór berberyjski". Ma to być zapoznanie z folklorem Berberów w miejscu ich codziennego zamieszkania czyli starej kasby. Głównym punktem programu jest jednak obiad. Jaki jest realizm tej imprezy trudno powiedzieć, bo zobaczyliśmy tych samych ludzi, którzy obsługowali nas podczas obiadu na poprzedniej wycieczce. Tak więc wydaje się że są to imprezy stricte komercyjne robione przez jedną i tą są firmę, a sama kasba jest przez nią wykupiona. Znudzone miny dwóch podstarzałych tancerek mówiły same za siebie. Niemniej jednak wieczorne zdjęcia wyszły fajnie. Podczas tej imprezy podpadła kolejna rezydentka - wysoka blondynka, która nie zatroszczyła się nawet o stracony przez nas obiad w hotelu, bowiem impreza trwała od 17 do 23. Gdy podobna impreza odbywała się podczas objazdu w Marrakechu pilotka załatwiła dla biorących w niej udział wcześniejszy lunch.
Trzecia wycieczka
Tiout - Toroudant. Pierwsza miejscowość to piękna oaza. Jeździliśmy na osiołkach i było naprawdę super. Już myśłałem, że w końcu Triada zrobiła coś dobrze tym bardziej, że druga miejscowość słynęła z pięknych murów obronnycn wokół których można było zrobić sobie objazd bryczką oraz efektownego pałacu. Niestety gdy przyjechaliśmy do Toroudant okazało się że plany kolejnej tępej rezydentki - Sylwii są inne. Najpierw przeszliśmy się przez beznadziejny suk (targ) arabski potem berberyjski co było kompletną stratą czasu, równie dobrze można oprowadzać turystów przez polskie bazary. Potem poszliśmy do sklepu - zielarni. W końcu rezydentka przypomniała sobie że są tu jakieś mury, więc pojechaliśmy na jakiś wstrętny plac, na peryferiach miasta i zatrzymaliśmy się na 5 minut, żeby zrobić zdjęcia. W kilka osób wyjaśniliśmy jej, że od tej strony nie ma co oglądać że od strony wjazdu są mury w otoczeniu palm, fontanny i zadbanych ogródów. Pojechaliśmy więc tam i znów zatrzymaliśmy się na 5 minut. Widoki były wspaniałe, jednak musiałem biegać zeby zrobić zdjęcia z różnych miejsc. Przyszedłem ostatni do autokaru i usłyszałem jeszcze wymówki dlaczego tak długo! Przyjechaliśmy do Agadiru i co się okazało? Byliśmy w hotelu 75 minut przed planowanym czasem zakończenia wycieczki!!!!!
Tak więc uważajcie na tą rezydentkę, to kompletne zero, turyści są dla niej tylko ciężarem, a jej wiedza żenująco mała!! Nie nabierajcie się na jej uprzejme gadki! Nie wiem dlaczego Triada pozwala sobie na zatrudnianie tak niekompetentnych ludzi!!
Dodatkowo nie zobaczyliśmy nawet pałacu, bo podobno jacyś europejczycy zrobili tam zadymę i już nie wpuszczają wycieczek. Tylko dlaczego nie mogliśmy się o tym przekonać osobiście???
O pozostałych wycieczkach słyszeliśmy tylko opinie innych osób. Jeden facet prześwietlił sobie filmy po objazdówce z Marrakechu, wykupił więc wycieczkę fakultatywną do tego miasta za ok 250 zł. Wrócił mocno wkurzony, bo pokazano im tylko jakieś ochłapy z tego co było na objazdówce (nawet połowy atrakcji nie widział)! Inni też mówili, że wycieczka była beznadziejna.
W Agadirze jest kilka lokalnych biur podróży, oferujących podobne wycieczki za mniejszą cenę. Nalezy jednak uważać bo kilka z nich to firmy nielegalne, bez ubezpieczenia. Ciekawą ofertę zobaczyliśmy dość późno przy drodze z hotelu Adrar w stronę deptaka (po prawej stronie). Jedyno biuro, które ofertę ma wydrukowana na ładnej kolorowej reklamówce (reszta ma małe wizytówki) i ceny są bardzo atrakcyjne. Może więc warto wypróbowac to biuro?
Sporym oszustwem są zdjęcia w katalogu Lato 2004 oraz w segregatorach informacyjnych Triady pozostawianaych w hotelach reklamujace wycieczki fakultatywne. Większość tych fotek nie przedstawia miejsc, które są opisywane! Nie zobaczysz tych miejsc ani nie zrobisz podobnych zdjęc na tych wycieczkach! Np. piekne zdjęcie zamku-kasby w katalogu pochodzi z folderu reklamowego jednego z hoteli na trasie objazdu, ale miejsce to nie jest objęte programem zwiedzania!
Bardzo podejrzane jest też podwyższenie opłaty za zwiedzanie z 40 euro do 50 (lub 550 DH). Od wcześniejszej grupy dowiedzieliśmy się, że kazano im dopłacić 40 DH z powodu podwyższenia cen benzyny! U nas tego nie próbowano, ale prawdopodbnie zawyżenie ceny zwiedzania miało na celu zagarnięcie od turystów kasy, tak aby się nie zorientowali.
Tym bardziej, że ceny wstępu do poszczególnych atrakcji wahały się między 10 a 20 DH, tylko meczet w Casablance kosztował 120 DH. Reszta poszła podobno na napiwki i opłaty dla przewodników, ale tego już nie da się sprawdzić.
Agadir. Dużym rozczarowaniem na samym początku była zmiana kolejności objazdu i wypoczynku. Przełknęliśmy to jakoś i po zakwaterowaniu w sympatycznym hotelu Adrar (z telewizorem odbierającym TVN!) rozpoczęliśmy przechadzkę po części turystycznej Agadiru. Zdziwienie wywołała pustka na plaży, przy knajpkach i sklepikach. Pozbawieni zajęcia sprzedawcy i restauratorzy nachalnie próbowali zaciągnąć nas do siebie. Przy takiej Riwierze Olimpijskiej w Grecji (Paralia) prezentowało się to tragicznie.
Dopiero poźniej odkryliśmy że spacerowaliśmy w złym kierunku, że centrum jest oddalone w drugą stronę. Skąd jednak o tym wiedzieć, gdy nie ma się żadnego planu a rezydentki są mało rozgarnięte...Na drętwym spotkaniu zapoznawczym wspomniana już Sylwia powiedziała tylko kilka mało istotnych bzdetów, że w Agadirze nie ma praktycznie nic do oglądania, jedyny zabytek to resztki kasby (rodzaj marokańskiej twierdzy) na wzgórzu którą jeśli już ktoś chce zobaczyć powinien jechać taxówką, wytłumaczyła na migi gdzie jest plaża i super market Uni Prix z podanymi cenami i muzeum. Zachwalała też oczywiście wycieczki fakultatywne. A mi przypomniał się wieczór powitalny na Sycylii, gdzie organizatorzy przyszli z wielkim bukłakiem wina i wszystko odbywało się wznacznie milszej atmosferze...
Podczas wypoczynku rezydentki były dla nas dostępne tylko z rana przez godzinę w co drugi dzień. Czyli jeśli coś się stało w południe w dniu w którym jaśnie pani rezydentka nas odwiedziła, na kontakt z nią trzeba było czekać następne dwa dni. Do dyspozycji zostawiły tylko marokański numer gsm. Ciekawe na czym polega ich praca przez cały dzień skoro jest ich aż 3 i w tylko 3-4 hotelach zakwaterowani byli turyści. Nie podały nam one wielu istotnych informacji, które tu wymienię:
- jest znacznie lepiej zaopatrzony w art. spożywcze i kosmetyki super market i do tego bliżej od hotelu, niż Uni Prix. Na tej samej ulicy, po tej samej stronie lecz ok. 100 m bliżej, w bramie dlatego łatwo go przeoczyć
- są 3 Internet cafe, lecz nie korzystajcie z tego przy plaży, ceny tam są trzykrotnie zawyżone. Tani i z szybkim łączem jest tuż przy powyższym super markecie. 1 godz. - 10 DH, 1/2 godz. - 7.50 DH
- w muzeum (wstep 10 DH) mieszczącym się przy okrągłym placyku tuż przy ul. Mohameda można wziąść sobie plan miasta. Oczywiście rezydentki Triady nie wpadły na pomysł żeby sxerować go i rozdać turystom z naniesionymi najważniejszymi obiektami w mieście
- główny deptak przy plaży leży blisko portu. Zobaczyliśmy to dopiero po wycieczce fakultatywnej, gdy odwoziliśmy ludzi do poszczególnych hoteli. Od hotelu Adrar czy Argana należy iść w prawo (patrząc od strony wyjścia na plażę)
- idąc w kierunku tego deptaka, po prawej stronie zobaczymy niewielki ogród zoologiczny, podpisany po francusku, więc osoby nie znające języka mogą go przeoczyć. Bardzo urokliwe miejsce.
- na kasbę fajnie jest wyjść pieszo, z drugiej strony wzgórza otwiera się bardzo ładny widok na barwne góry. Dochodząc do samej kasby strzeżcie się natrętnych Arabów. Jeden atakuje z małą kozą, inny z wielbłądem a jeden zacznie grać przyjaciela i robić za przewodnika. Powie kilka słów, a potem żąda 100 DH!!! Najlepiej od razu powiedzieć żeby się odwalił.
- w okolicy meczetu znajduje się galeria zdjęć z wyglądem Agadiru przed trzęsieniem ziemi w 1960 roku
PogodaMiędzy bajki można włożyć ostrzeżenia rezydentek, że między południem a godz. 15 lepiej nie wychodzić na słońce. Tak się składa że przez 4 dni właśnie tylko między tymi godzinami zza chmur przebijało się słabe zresztą słońce. Inna sprawa, że nawet przyćmione przez chmury potrafi nieźle przypiec skórę, należy się zawsze smarować odpowiednimi olejkami. Radzę jednak korzystać ze słońca póki świeci, bo bez niego na plaży jest trochę chłodno.
W Agadirze nie można zobaczyć wschodu ani zachodu słońca bo zawsze rankiem i wieczorem zakrywają je chmury. Po południu czasem pojawiają się zadziwiające mgły. Od godz. 18.00 robi się już chłodno. Tak więc podawane w katalogu Triady temperatury średnie i ilość dni słonecznych to kolejne świadome oszustwo. Takie informacje nic nie mówią o prawdziwym klimacie tego kraju. Niech nie odstraszają Was tempereratury w Marrakechu, bo przy 50 st. było całkiem znośnie.
OceanWoda ma odpowiednią temperaturę, jednak jest bardzo słona. Jeśli ktoś ma wrażliwe oczy radze wziąć okulary bo oczy mogą mocno piec. Często bywają też duże fale przeszkadzające w pływaniu.
CenyPodawane gdzie niegdzie przykładowe ceny są wzięte z dużych sklepów z jawnymi cenami. W strefach turystycznych, przy plażach są one znacznie wyższe. Czasem też są inne w dzień na zewnątrz knajpy, a inne w środku w nocy. Przykładowo wieczorem kupwałem piwo 0.33 za 30 DH czyli 13 zł! Należy uważać, bo ceny piwa bez podania ilości odnoszą się zwykle do 0.33 lub nawet 0.25. W Mc Donaldzie ceny wyższe od 30% do 50% niż u nas.
Waluty. Kantory wymiany walut są w każdym hotelu. Kurs jest ten sam w całym kraju. Wymienic można tylko obce waluty na dirhamy. Wymiana dirhamów czy dolarów np. na euro jest zabroniona. Jedynie na lotnisku możliwa jest wymiana dirhamów na inną walutę za okazaniem dokumentu poprzedniej wymiany obcej waluty na dirhamy.
Gdy zamknięty jest kantor można dostać propozycję wymiany w pobliskiego sprzedawcy ale nie warto tego robić bo pobierze on prowizje ok 10 DH. Wg mnie warto przywozic dolary choć czasem nie są one mile widziane z powodu zalewu fałszywek przywożonych przez Rosjan. Straganiarze zwykle liczą tak: 1 dolar = 1 euro = 10 dirhamów, a wiadomo że dolar jest najtanszy (8.80 DH).
Bezpieczeństwo Nie należy się obawiać Maroka. Jest to całkowicie bezpieczny kraj, bardziej niż wiele krajów europejskich. Policja jest widoczna na każdym kroku, Marokańczycy czują przed nią duży respekt. Policja podobno zwykle staje po stronie turystów, choć nie mogliśmy się o tym przekonać bo nie słyszeliśmy o żadnej najmniejszej choćby awanturze...
Zdjęcia. Dla lubiących fotografować, Maroko w sporej części nie jest wdzięcznym rejonem. Soczyste niebieskie niebo z ładnymi obłokami występuje tam bardzo rzadko. Często jest białe lub szarawe, a w miejscowościach nadmorskich pojawiają się mocne mgły. Niemniej jednak polecam wziąć z 11-12 filmów, chyba że ktoś pstryka okazjonalnie to połowę tego.
Turyści. Nie wiem dlaczego, ale średni wiek uczestników wycieczek do Maroka wynosi ok. 60 lat. Poniżej 30-tki było ok. 10 % osób. Niektórzy staruszkowie byli naprawdę dziarscy, jednak lepiej zwiedzałoby się pośród osób w podobnym wieku. Wymaganie od Triady logicznego rozwiązania, aby połączyć młodszą część wycieczki w jedną grupę to jednak za wiele...
Miejscowi. Nachalność Marokańczyków jest straszna. Słowa "cheap price" słyszy się na okrągło. Udają przyjaciół, żeby wcisną Ci swój towar, z drugiej strony są jednak zawsze mili i chętni do pomocy. Wydaje się, że bardzo lubią Polaków.
To także ludzie bardzo uczciwi, na jednej wycieczce fakultatywnej chodzili i szukali osoby, która zgubiła bransoletkę. Kradzieże podobno jeśli już zdarzają się, to tylko w Marrakechu. Na plaży jednak radze pilnować swoich rzeczy...