Mapa strony
 
0,49 zł/min z VAT
Wybierz region
do
Wyjazd od
zł/os.
do
Cena od
 
 
Znajdź swoje
dodaj wspomnienie
Dodaj wspomnienie!
Podziel się swoimi
wrażeniami
z wycieczki
Oceń
 
 
 
 
 
 
Średnia ocena
dobre
Marakech - miasto gdzie czas się zatrzymał...
autor: PePi
dodane: 2009-08-03
termin-wycieczki: 16.07.2009 - 24.07.2009
Jak dotarliśmy do Marakeszu...

Trasę Warszawa - Madryt - Marrakesz pokonaliśmy samolotami rejsowymi PLL Lot i Royal Air Maroc (ten drugi kupowany przez strony internetowe Iberii). W Marrakeszu wylądowaliśmy w godzinach późno popołudniowych. Na miejscu powitało Nas dość prowincjonalne lotnisko i godzinna odprawa paszportowa połączona z pieczątką w paszporcie, zwaną wizą turystyczną (ważna 30 dni, bezpłatna). Na miejscu odebrał Nas jegomość wysłany przez hostel, w którym nocowaliśmy i wsadził do taksówki 'w dobrym kierunku'. Szczęśliwie sam pojechał z dziewczynami z Holandii, które również przybyły do tego niecodziennego miasta. Wsiedliśmy do mercedesa, który swoje lata młodości przeżył gdzieś w okolicach Naszego stanu wojennego i… zapięliśmy pasy (na tylnych siedzeniach). Po 10min jazdy odpięliśmy je bo jak się okazało jest to urządzenie, o którego przeznaczeniu w Maroku nikt nic powiedzieć nie potrafi. Nikt tam nie zapina pasów, kierowca jechał jakimś zygzakiem między pasami co jakiś czas trąbiąc radośnie lub nie na widok okolicy, oni tak mają. Po 20 min wysiedliśmy w okolicach mediny i Nasze bagaże przeładowane zostały na 'przyczepkę o napędzie ręcznym', która to za sprawą innego, śniadego jegomościa pojechała labiryntem uliczek starego miasta. Na koniec wjechała w kilkusetmetrowy labirynt tuneli i zatrzymała się przy jednych z identycznych ciężkich drewnianych drzwi. Cała operacja kosztowała nas 15 euro (od dwójki) + 10dh (około 4zł) dla tragarza. Stanowiło to około 5 krotność stawki rynkowej, za którą można by pokonać tą trasę, komfort niezabłądzenia w labiryncie uliczek i tuneli medyny w Marrakeszu - bezcenny.
Nocleg w Marakeszu...

Zatrzymaliśmy się w starej kamienicy zwanej jak wszystkie hotele/hostele w medinie - riadem. Wygląd zewnętrzny - brak - nie miała właściwie żadnej frontowej ściany, do wszystkich przyklejone były inne budynki, wejście z tunelu. Hostel rezerwowany był przez stronkę hostelworld.com, ale można też było zrobić to bezpośrednio (www.douarskoll.ma) - właścicielem jest Francuzka. Miętową herbatką otwarcie przyjął Nas przemiły Marokańczyk, jedyny jakiego spotkaliśmy, który nie wyciągał ręki po pieniądze za każde słowo, którym się do Nas odezwał. Mówił po francusku (standard w Maroku - większość osób mówi - język urzędowy z czasów kolonii francuskiej) i znakomicie po angielsku (to drugie bardziej Nas ucieszyło, bo po francusku potrafimy powiedzieć tylko 'łi'). Ceny - 30 euro za pokój 2 osobowy z umywalką i prysznicem, ale toaletą na piętrze, śniadanie w cenie. W Rijadzie były 2 toalety na 5 pokoi, więc nie było problemu, warunki sanitarne - na europejski standard - przyzwoite, na miejscowy - luksus jaki ma niewielu mieszkańców w swoich domach. Riad na dachu miał przepiękny taras z widokiem na dachy, a właściwie inne tarasy okolicznych kamienic starego miasta. Na tarasie płócienne zadaszenie chroniące przed słońcem, arabskie poduchy, fotele i… kurcze, że też u Nas nie można założyć, że przez kilka miesięcy nie spadnie ani kropla deszczu i nie możemy sobie na tarasie normalnych foteli poustawiać i rzucić miękkich poduch ehh… No słowem cudo do odpoczynku nocą, gdy temperatura spadnie wreszcie do 30 kilku stopni Celsjusza. No i do tego z góry widok na wewnętrzny dziedziniec domu, na którym zaaranżowano coś w stylu małej kawiarenki, dywany, fotele, poduchy… inny świat (ach ta 1000 i jedna noc).

Marakesz...

Jakie jest to miasto można poczytać w przewodnikach, ograniczę się do spostrzeżeń człowieka z innej części świata. W Marrakeszu (i zresztą w całym Maroku) pełno jest naganiaczy, którzy chętnie wskażą Nam drogę i poniosą bagaż za pieniądze. Problem jest taki, że często wbrew Naszej woli. Strach się spytać kogoś o drogę bo pokaże, żeby iść prosto i od razu wyciągnie rękę po forsę. Jak już poznaliśmy trochę miasto stwierdziliśmy, że często podają drogę w złą stronę, aby po tym jak znowu zabłądzimy móc nam pomóc kolejny raz (za kolejne banknoty). W tej kwestii jest tam nieprzyjaźnie - nie można z mapą stanąć na drodze bo od razu 5 osób chce Nam 'pomóc'. Ciężko się pozbyć natrętów. Z przestróg - nie należy słuchać zwłaszcza dzieci - chyba dla kawału wskazują złe kierunki, czasem jeśli jest ich kilkoro w tym samym momencie 2 różne… Nie należy też nie daj boże zatrzymywać się przy stoiskach jeśli nie zamierzamy niczego kupić bo ciężko będzie się 'wyrwać', zdecydowanie lepiej jest przyjąć chód powolno-spacerowo-oglądający wszystko dookoła (jak Ci się uda). Po paru godzinach odruchowo na wszystko kręciliśmy głową mówiąc 'no' nawet bez wiedzy co też za różności oferują nam tym razem.

Bazary...

Na bazarach czyli tzw. Sukach można kupić wszystko - magnetofon szpulowy, żelazko na węgiel, telefon komórkowy, ubrania, jedzenie, wyroby z opon samochodowych (tak, tak np. kubeczek lub poduszkę :), ze skóry, starą pralkę, albo nową… Stadion X lecia w Warszawie z czasów świetności w porównaniu z bazarem w Marrakeszu jest jak osiedlowy spożywczak obok hipermarketu. Te bazary to zjawisko samo w sobie, ożywają na dobre około 19-20, ale tak naprawdę to dzieje się tam coś całą dobę, np. nocą śmieciarki (czyli osiołki z przyczepką) zbierają walające się kartony, torebki, resztki itp. Główne ulice mediny nawet o 2 w nocy sprawiały wrażenie bezpiecznych. Mamy porównanie do mediny w Casablance, na której bezpiecznie to nawet w dzień się nie czuliśmy.

Plac Jemaa el Fna...

To jest miejsce, gdzie czas zatrzymał się jakieś 500 lat temu, jedynie elektryczne oświetlenie i wszechobecne motorowery (średni wiek jakieś 25 lat) psują obraz wehikułu czasu. Można tam nabyć maści i zioła na wszystko, wymalować się henną w arabskie wzorki (sprawdziliśmy jak to działa: stara arabka chciała za wzorek na dłoni 100dh, ale stanęło na 70). Można popatrzeć na tresowane małpki, zaklinaczy węży, afrykańskie tańce ludzi czarnych jak smoły, można pograć w jakieś dziwne gry z miejscowymi (reguły są proste - o co by nie chodziło, chodzi o to że ty płacisz a oni krzyczą - więcej). Można zjeść gotowanego ślimaka, jakieś inne żyjątka z grilla lub wody, kupić suszone owoce, daktyle, orzechy, zioła, trawy, papki, proszki i inne takie, z których dalej nie wiemy czy robi się napary czy służą do uszczelniania dachu w przypadku deszczu. Na placu panuje nieopisany hałas, słychać zewsząd afrykańskie bębny, piszczałki, pokrzykiwania i klaksony. Wszystko to tworzy niesamowitą aurę, którą trzeba poczuć. Polecamy spędzić w Marrakeszu kilka dni, miasto właściwie nie ma czegoś takiego jak zabytki - samo jest obiektem z innego świata i z innej epoki wraz z ludźmi, którzy tam żyją. Kobiety w czarnych, białych lub kolorowych galabijach, z chustami na głowach lub bez, czasami jedynie z wystającymi oczami: mężczyźni w białych lub piaskowych galabijach, wszechobecne osiołki, motorowery (takie zapomniane u nas co mają pedały do kręcenia jak rower). Tylko i aż dla tego placu warto przebyć te kilka tysięcy kilometrów.

Jedzenie...

Jadąc mieliśmy przekonanie, że powinniśmy próbować miejscowych specjałów, szybko zapał nam minął. Wystarczy zobaczyć jak wiszą płaty mięsa w 45 stopniowym upale, sprzedawców odganiających muchy jak podchodzi klient, rzeźnika rąbiącego mięso na kawałki siekierą na pniaku, żeby ochota każdemu europejskiemu turyście przeszła. Do tego możemy dorzucić ziemniaki gotowane w całości ze skórką sprzedawane z ręki do ręki wraz z jajeczkiem na twardo od pobliskiej kury. Kury siedzą na targu w klatkach i śmierdzą - uznaliśmy, że jakby nie śmierdziały, to i tak drób w tym kraju będzie lepszy niż wołowina 'susząca się' na słońcu.
Restauracje dla turystów - jest ich mało, serwują jedzenie zjadliwe, ale fanem miejscowych specjałów np. kuskus z ćwiartką kurczaka w curry raczej nie zostałem. Da się przeżyć, ale jak ktoś ma bardziej wrażliwe podniebienie polecamy all inclusive w hotelu: (chociaż co Cię nie zabije…). Z notatnika podróżnika - nie mieliśmy żadnych kłopotów żołądkowych, ale też staraliśmy się nie kusić losu. Co na pewno jest warte spróbowania to sok pomarańczowy - 3dh za szklankę 0,3l (ok., 1,2zł). Szklanka jak w każdym porządnym lokalu szklana - wielokrotnego użytku - nie wiemy w czym ją płuczą uliczni sprzedawcy i nie chcemy wiedzieć. Jednorazowe naczynia to dla Marokańczyków pojęcia nieznane nawet ze słyszenia.
Klimat...

Jeśli ktoś myśli, że był w ciepłych krajach bo spędził wakacje nad śródziemnym to nie wie co to jest gorąco. Przeciętnie było około 45 stopni w dzień i około 30 w nocy, za to wilgotność powietrza bardzo mała. Rezultat - wszystko jest tu gorące, jeśli wydaje nam się, że w kranie zazwyczaj mamy ciepłą i zimną wodę to tutaj jest tylko ciepła, krzesło w restauracji jest gorące choć stoi w cieniu, metalowa klamka drzwi parzy, kamyk w cieniu, na którym przysiedliśmy grzeje w tyłek… Człowiek wodę, która ma więcej niż 42 stopnie odbiera jako gorącą, tu wszystko ma więcej. Na słońcu temperatury są dowolne np. 60 stopni Celsjusza nie jest czymś szczególnym. Nie polecamy zabierać w podróż pożywnych snikersów - mi takowy wylał się z opakowania po ostrożnym otworzeniu w celu sprawdzenia stopnia płynności. Ile pijecie normalnie wody w ciągu dnia? Ja normalnie około 1litra, w Marrakeszu piłem 4 litry, a do toalety chodziłem 2 razy dziennie - rano i wieczorem, z tym że wieczorem nie zawsze.
W Marrakeszu polecamy na pewno również parki, no chyba, że nie lubisz parków, w których rosną palmy, bananowce, figi, pomarańcze, cytryny i inne takie dziwne rośliny, bo spodziewasz się kasztanów i lip… Swojsko za to wyglądają bociany, które w tej części świata mieszkają cały rok, nie mają potrzeby odlatywać na zimę, bo tu jest zimą 20 stopni Celsjusza. Nie polecamy natomiast królewskich pałaców, duża część jest niedostępna, a królewskie ogrody nie oferują nic więcej niż dużo bliżej medyny położone parki. No chyba, że zamiast 1 drzewa pomarańczowego na 10 metrów przeplatanego figami i palmami wolisz mieć klasyczny sad z czerwonym pyłem po kolana i złożony tylko z cytryn czy innych takich owoców.

Droga do Casablanki...

Z Marrakeszu ruszyliśmy koleją do Casablanki. Pociągi są na poziomie naszych pośpiechów, tyle że na trasie Marrakesz - Casablanca - Fez mają… klimę. Bilety Marrakesz - Casa Voyageur (Cacablanca główna ;p) kosztowały około 80dh (30zł) za osobę w 2 klasie. Polecamy pierwszą - trochę wygodniej, a różnica w cenie biletu niewielka, tyle, że bilety na '1' szybko się kończą bo jest ich mało. W sumie przejechaliśmy około 800 km po Maroku pociągami klasy '2' i muszę powiedzieć, że jest to dobry środek komunikacji (nie wszystkie jednak mają klimę). Rozkłady jazdy są sprawą umowną w Maroku. Jedyne co jest pewne to to, że pociąg nie odjedzie przed czasem, może za to odjechać po czasie np. 1h, jechać 2 razy dłużej niż powinien (rekord Casablanca - El Jadida 3h zamiast 1h20min), można też nie wejść do pociągu z okazji zbyt dużej liczby chętnych i zbyt małej asertywności własnej - czytaj umiejętności przepychania się (np. na trasie Casablanca - Fez).

Casablanca....

Mieszkaliśmy w medinie (Hotel Central, znaleziony na hostelworld). Miejsce do mieszkania okazało się słabe. Medina jest nieprzyjemna, niebezpieczna i odległa od jedynego interesującego fragmentu miasta czyli plaż. Przy wieczornych powrotach natykaliśmy się na ludzi wdychających klei z foliowych siatek, zaczepiające Nas dzieci i nie dzieci. Hotel dobry i tani, łazienka w pokoju, cena około 34euro za pokój 2 osobowy ze śniadaniem.
W Casablance nie ma nic interesującego jeśli chodzi o zwiedzanie zabytków, chyba, że za zabytek wziąć meczet Hassana II z 1995 roku. W miarę ciekawa jest plaża, jest również część płatna, wolna od natrętów, czyściutka z leżankami i basenem, niestety nieco droga, wstęp 100dh/osoba (40zł). I to by było na tyle, o ile Marrakesz ma swój urok i niepowtarzalną atmosferę, o tyle Casa to wielki moloch z tzw. ciepłych krajów - słowem brud, smród, hałas i niski poziom bezpieczeństwa - jeśli nie ma się dużo czasu - odradzam. Zdecydowanie lepsza atmosfera, jak również plaże i infrastruktura jest w pobliskiej El Jadidzie.


Informacje praktyczne, czyli z niezbędnika podróżnika:
1. Powszechnie używaną w miastach forma transportu są taksówki, jako taksy jeżdżą 25 letnie mercedesy - grand taxi i samochody typu fiat uno - petit taxi. Petity są mniejsze i mniej wygodne, ale tańsze. Jest ich dużo o każdej porze dnia i nocy. Trzaśnięcie drzwiami to 2-3dh (około 1,2zł), każdy kilometr około 2dh (poniżej złotówki), minimalna opłata 7dh.Takie stawki obowiązują jak taksiarz włączy licznik co się czasem zdarza :. Można też ustalić stawkę z góry, wtedy liczników nie włączają, jest zazwyczaj trochę drożej, ale przynajmniej nie mają powodu wieźć nas przez całe miasto celem nabicia kilometrów, więc ma to jakiś sens. Najgorsza opcja to wziąć taksę bez ustalania ceny z góry lub zmuszenia taksiarza do włączenia licznika, wtedy cena za przejazd jest proporcjonalna do naszego wzrostu pomnożonego przez kolor oczu (nie wiem jaki trzeba mieć kolor, żeby było tanio).
2. Miasto można śmiało zwiedzać idąc przed siebie, na mapach (jakie by nie były) i tak nie ma zaznaczonej połowy ulic, a pytanie o drogę nie ma sensu, więc w razie czego machamy na taksę i wyciągamy mapę z zaznaczonym znanym nam miejscem i pytamy o cenę i pyk wracamy cali i szczęśliwi do punktu wyjścia. Proste i skuteczne (choć nie bezcenne).
3. Podróżowanie bardzo ułatwia znajomość francuskiego, ale z angielskim też da sie dogadać, ostatecznie idzie się dogadać nawet po berberyjsku jak w gestykulację wpleciemy jakiś banknot.
4. Waluty typu usd i euro można wymienić prawie wszędzie, wszystkie kantory mają taki sam kurs ustalany odgórnie. Jak byliśmy kurs był mniej więcej taki 1euro=11dh.
5. Nie należy nastawiać się na płacenie kartami akceptuje je baaaaardzo mało miejsc (właściwie tylko dobre hotele).
6. Nie należy nastawiać się na wyciąganie pieniędzy z bankomatu, możne je bez problemu odnaleźć, ale europejskie karty lubią w nich nie działać. Naszym koleżankom z Holandii z całej talii takich kart żadna nie dała pieniążków, my nie próbowaliśmy.
7. Ceny na produkty pierwszej potrzeby:
a. Woda 1,5l = 25dh
b. Obiad w nie hotelowej restauracji dla turystów - danie główne = 30 do 80dh
c. Micha sałatki np. greckiej = 20 do 30dh
d. Coś w stylu kebab w picie=10dh
e. Ten sam a la kebab + frytki + surówka + puszka coli = 22dh w restauracji dla turystów miejscowych (czyli tych z innych krajów arabskich)
f. Puszka coli = 4dh
g. Daktyle = 15-60dh
h. Koszulka z napisem Maroko = 70dh
i. Galabija z domieszką jedwabiu 'model 2009' = 600dh (po targach)
j. Piwo = przecież w Maroku i tak nigdzie nie kupisz alkoholowego to po co Ci cena
k. Chleb = uff trudne pytanie, nie wiem nie znaleźliśmy żadnego sklepu z pieczywem, ale te ich placki (wielkości 2 kajzerek) są raczej tanie 1-2dh, sprzedają je z wózeczków na kółkach, albo z worka po ziemniakach.
l. Przyprawy - 1/3 naszych cen sklepowych, czasem mniej - cynamon był w cenie 20dh za 100g, widziałem dziś w sklepie 10g za 6 zł…
m. Melon miodowy = 14dh za 3kg owoc
n. Fajka wodna w hotelowej restauracji=20dh (w Maroku od 3 lat jest zakaz palenia fajek na powietrzu, można tylko wewnątrz lokalu więc prawie ich nie ma)
o. Paliwo w cenie takiej jak u nas, ale nie wszędzie mają bezołowiową. Ołowiową leją z dystrybutorów na kółkach z podczepioną beczką z paliwem :
Miejscowi za to wszystko co nie ma wywieszonej ceny (a czasami i za to co ma) mogą spokojnie zapłacić połowę tego co my, no ale czy w wakacjach chodzi o oszczędność…
8. 'Sklepy' z czymkolwiek do jedzenia/picia w Marrakechu lubią się otwierać około 11.
9. GPS w Maroku nie działa zbyt dobrze. Miałem duże błędy w lokalizacji, chyba Maroko łapie się w kraje, gdzie Ameryka pozwala lokalizować dokładnością do kilkuset metrów. Poza tym nie był specjalnie przydatny wśród podziemnych przejść, bram i labiryntów uliczek gdzie nieba nie widać bo są pozasłaniane przez słońcem czym się da (np. kawałkami tektury i blachy).
10. Wszędzie gdzie byliśmy był zasięg 3G, we wszystkich hotelach były komputery z internetem, w mieście można dość łatwo trafić na kawiarenki internetowe.
11. Odprawa paszportowa na lotnisku zajęła 2h. Mieliśmy szczęście, tym do Paryża zajęła 3h i samolot został opóźniony, bo celnikom nie spieszyło się. Acha trzeba być te 2-3h przed lotem bo inaczej zajmie się odleglejsze miejsce w i tak bardzo długiej kolejce. Nie wierzcie pracownikom w hotelu, którzy mówią, że nawet 1,5h wystarczy - my zdecydowaliśmy wbrew radom że jednak 2h (po doświadczeniach po przylocie) i byliśmy w gate'cie na 5 min przed odlotem (samolot stał jeszcze 1h i czekał na tych, których bagaże już załadowano, reszta - baj baj).
12. Na pokład samolotów w Marrakeszu wolno wnosić napoje w dowolnej ilości (np. 1,5 litrowa otwarta woda, kupiona w mieście), przewiozłem też bez większego problemu 1kg oliwek we wszystkich kolorach tęczy (no może poza niebieskim) - jak ktoś lubi - Marko to oliwkowy raj na Ziemi.

Podsumowanie...
Maroko budzi w Nas mieszane uczucia, inny świat, tutaj ludzie mają inne problemy, inaczej biegnie życie. Maroko jest piękne, kuszące, tajemnicze, a co najważniejsze doceniamy potem swój własny dom i fakt, że Nasz kraj jest taki fajny ;p Ile to człowiek musi przejechać kilometrów i ile egzotycznych krajów odwiedzić, ilu zwykłych ludzi przy pracy w tak trudnych warunkach zobaczyć, aby docenić własny mały świat.
Na pewno wrócimy do Maroka na zwiedzanie królewskich miast i północnej części kraju. Bo jak powiedziała nam pewna Marokanka spotkana w pociągu, jak ktoś raz przyjechał do Maroka to prędzej czy później wraca.
 
Kenzi Europa
Hotel **** HB
Cena: 2319 zł
29.03 - 05.04
Kenzi Europa
Hotel **** HB
Cena: 2363 zł
27.04 - 04.05
forum MAROKO
FORUM [MAROKO]